Odbiegając od tematu to ja mam problem. Co jest z tą godziną publikacji posta lub komentarza u mnie? Była 10:01 jak publikowałam komentarz pod tamtą notką, a wyświetliło mi 01:01... O co chodzi? Jak to mogę zmienić, żeby było dobrze? Bo to nie tylko komentarz, poprzedni post też widzę, że jest ze złą godziną... Ten pewnie też będzie, na podglądzie znowu jest 1 w nocy... Eh...
A wracając do tematu.
To Święta Święta i po Świętach.
Jak te trzy dni mi szybko zleciały.
Wigilia
Jak co roku (Chyba każdy ma jakiś zwyczaj w ten dzień? Ja mam.) w piżamie paradowałam do 13:30 a potem zaczęło się wielkie szykowanie.
Wigilia razy 3. Pierwsza w domu, z rodzicami i siostrą. Druga u dziadków + cioci z wujkiem. Trzecia u kolejnej babci + cała rodzinka z tej strony.
3 Wigilie = Peeełny brzuszek.
I dzień Świąt
Ten dzień spędziłam (nie tak jak bym do końca chciała) ze swoim Facetem. Pojechałam do Niego. No i co się okazało? 39,01 st. Celsjusza na termometrze. No ale nie na tym zaokiennym, tylko Jego ciało tyle miało. Ciekawie nie było. Wszystko Go bolało. Ale na ostry dyżur nie chciał iść - no bo i po co? Męczył się, jeszcze nigdy Go w takim stanie nie widziałam.
Po za tym małym minusem, było fajnie, ciepło i rodzinnie.
II dzień Świąt
U moich dziadków, Misio mial być też, no ale jak z taka temperaturą? (a w nocy miał jeszcze większa 39,4, więc zabrali go na ostry dyżur nad ranem - GRYPA) U dziadków jak to u dziadków. Było bardzo fajnie jak co roku. Tak rodzinnie, było oglądanie filmów, były śmiechy i rozmowy.
Co do prezentów, jestem zadowolona. Ten Mikołaj wiedział bardzo dobrze co bym chciała dostać. Heh... Dziękuje Święty Mikołaju!
Ale z jednej rzeczy zadowolona nie jestem. Chyba jak każda kobieta i ta trochę młodsza i ta troszkę starsza. Kalorie poszły mi w dupcie a nie w cycki! ;( Eh... Tak co roku jest... Na wagę w najbliższym czasie nie stanę, nie chce sie załamać. Wiem, że będzie dużo na liczniku. No i chyba zjadłam więcej, niż w tamtym roku, no al mam wytłumaczenie. W tym jestem o rok starsza no i potrzebowałam więcej ;p
I jeszcze jedna sprawa. Ciasto, które robiłam w niedziele wyszło przepyszne! Wszystkim smakowało i wszyscy się nim zajadali. A dowód miałam najlepszy jaki dla kucharza chyba może być. Moje ciasto pierwsze znikło ze stołu.
A ciasto, jakie zrobiłam, to "
Kubuś". Stwierdziłam, że u dziadków jaki i u mojego A będą świąteczne ciasta więc ja zrobię cos innego. No i dobrze wyszło :)
O no i tak mi Święta minęły.
P.S. Co do tego śniegu, co sie tak cieszyłam. Wigilia była biała, a potem w nocy zaczęło się wszystko rozpuszczać i było biało i mokro...